Recenzja hakow treningowych Olimp
Kolejna parafraza słynnych już w całym polskim internecie słów Kominka. Tym razem dostanie się rodzimej firmie Olimp Laboratories Sp. z o.o. Marka jest chyba dość dobrze rozpoznawalna w Polsce, zwłaszcza w kręgach sportów siłowych. Firma sponsoruje wielu polskich kulturystów, strongmanów, dość agresywnie reklamuje się w specjalistycznej prasie i na różnych tematycznych eventach. Flagowe produkty tej firmy to oczywiście wszelakiej maści suplementy. Oprócz tego firmie zdażyło się wyprodukować, lub raczej obrandować również inne drobiazgi, takie jak pasy, haki czy rękawiczki treningowe. Jak się okazuje w praktyce, to chyba nie była zbyt przemyślana decyzja. Trochę przypadkiem zostałem nieszczęśliwym posiadaczem produktu szumnie nazywanego "Haki Treningowe Hardcore - Strong Hooks".
Haki na nadgarstki mają na celu wspomóc wykonywanie trudnych ćwiczeń z dużym obciążeniem. Chodzi głównie o ćwiczenia takie jak martwy ciąg, wiosłowanie sztangą/sztangielkami, czy sztrugsy. Ogólnie wszystkie te ćwiczenia sprowadzają się do podciągania ciężaru do góry. Przy trochę bardziej rozwiniętych plecach słabym ogniwem często staje się zacisk samej dłoni. Wiele osób nie jest w stanie wystarczająco przetrenować mięśni grzbietu, ponieważ wcześniej zmęczą się mięśnie przedramion. Tutaj z pomocą przychodzą haki (lub paski) treningowe. W praktyce wygląda to tak, że hak przymocowuje się w okolicach nadgarstka. Sam metalowy uchwyt spoczywa na dłoni, gdzie układamy sztangę. W ten oto prosty sposób część obciążenia zostanie przeniesiona bezpośrednio na mięśnie grzbietu bez angażowania mięśni przedramion. Oplecione wokół nadgarstka mocowanie blokuje się na dłoni. Wykonując ćwiczenie w ten sposób odciążamy nieco przedramiona i automatycznie możemy wykonać dużo więcej serii / podnieść większy ciężar.
W praktyce haki zaczynają być przydatne, kiedy przekroczymy pewną barierę ciężaru. Nikt rozsądny nie będzie stosował tego rozwiązania do wiosłowania sztangielką o masie 15kg, ponieważ taki ciężar nie będzie stanowił żadnego wyzwania dla nadgarstka. W moim przypadku ciężar ten wynosi około 40-45kg i nie jestem w stanie wykonać więcej niż 4-5 powtórzeń bez stosowania supportu w postaci pasów lub haków. Podobnie rzecz ma się w kwestii martwego ciągu. Podnosząc 100-120kg na sucho jestem w stanie wykonać może ze 3-4 serie. Stosując haki zrobię pełne 10-12 serii.
Wyraźnie więc widać, że haków nie wykorzystuje się do małych obciążeń. Wyjątek stanowią młodzieńcy kultywujący siłownianą rewię mody. Tutaj nie ma żadnych reguł i można zaobserwować nawet taką egzotykę jak aeroby w pasie lędźwiowym. Nie zdziwiłoby mnie więc robienie np. bicepsów z wykorzystaniem haków.
Pierwsze haki treningowe jakie posiadałem były marki MadMax. Nie był to żaden specjalny produkt. Kupiłem pierwsze lepsze po przystępnej cenie i nie miałem żadnych zastrzeżeń. Były wygodne, solidne i po roku używania praktycznie się nie zużyły. Kiedy więc udało mi się je zgubić, postanowiłem kupić takie same. Ponieważ nie dostałem ich od ręki, wedle tej samej zasady co wcześniej wybrałem pierwsze z brzegu. Ślepy los trafił na Haki Treningowe Hardcore - Strong Hooks. Nie małe znaczenia miała też pewnie rozdmuchiwana przy byle okazji marka Olimp. Sztandarowymi produktami Olimp Laboratories są suplementy, ale nie będę się wypowiadał na temat ich jakości. Osobiście ich nie stosuje, a opinie na forach nie są dla mnie wystarczająco autorytatywne, żeby je tutaj przepisywać.
Wspomniane już haki należą do serii produktów nazwanej Training Hardcore Serries. W jej skład wchodzą produkty takie jak haki, pasy, rękawiczki. Nazwa szumna, sugerująca dość solidny produkt. Niestety zderzenie z rzeczywistością nie pozwala zostawić na nich suchej nitki.
|
|
|
|
Haki Olimpu to największa tandeta, jaką zdarzyło mi się oglądać i używać. To dość mocne stwierdzenie, zwłaszcza na kogoś, kto zdążył ich użyć zaledwie dwukrotnie. Niestety do dalszych testów musiałbym nabyć koleją parę, ponieważ moja definitywnie nie nadaje się już do użytku. Wykonałem w nich sumarycznie około 10 serii martwego ciągu (po 10 powtórzeń ciężarem od 60-120kg) oraz około 6 serii wiosłowania sztangielką (10 powtórzeń po 35-45kg). Po tym czasie w 3 miejscach zdążyło przetrzeć się poszycie okrywające hak. U nasady zrobiło się już dość duże pęknięcie, przez które lada moment wypadnie metalowy element. Przetarła się dolna część haka, na której spoczywa główny ciężar. Nitki na szwach są mocno sfatygowane i większość z nich puści w ciągu kolejnych kilku sesji. Jak widać na zamieszczonych obok fotkach, rzepy i gąbki otaczające nadgarstek są w idealnym stanie, na miarę nowego produktu.
|
|
Te zdjęcia zamieszczam, aby ktoś nie posądził mnie o to, że dobiłem produkt po 5 latach ciężkich treningów i mam do kogoś pretensje. Obie sztuki są sfatygowane w podobny sposób, więc odpada również teoria mówiąca że trafiłem na marny egzemplarz.
Niestety na fatalnej jakość tego produktu problemy się nie kończą. Oprócz żałosnej jakości, wiele zastrzeżeń mam co do samego projektu. Niestety nawet nowe, niezniszczone haki miernie spełniają swoją funkcję. Stanowczo odradzałbym ich używanie, nawet gdyby jakość wykonania pozwoliła im przetrwać tysiące treningów. Metalowy uchwyt na którym ma spoczywać gryf jest źle wyprofilowany. Zakończenie haka jest zbyt krótkie i płaskie, przez co sztanga łatwo wyślizguje się ze swojego miejsca. Robiąc martwy ciąg zmuszony byłem nienaturalnie wyginać nadgarstki do wewnątrz (do siebie). Inaczej sztanga po prostu spadała z uchwytu. Podnosząc sztangę ważącą 120kg chciałbym się skupić na ćwiczeniu. Zamiast tego w każdej sekundzie byłem zmuszony myśleć o tym, czy aby przypadkiem spadający ciężar nie poharata mi zaraz kolan i łydek. Oczywiście taki ciężar to nic imponującego. Bardziej zaawansowani będą spokojnie dźwigać przynajmniej jego dwu krotność. Jak więc widać, haki Olimpu nie nadają się nawet dla początkujących.
|
|
Nie wiem która chińska firma faktycznie produkuje te haki. Na pewno nie jest to produkt wytwarzany przez Olimp. Zresztą identyczne haki (ten sam profil, to samo wykonanie) ma w swojej ofercie również Trec Nutrition. Jedyna różnica to wszywka z logo. Komentarze na porównywarkach cenowych jednoznacznie wskazują, że haki Treca są tak samo tragiczne jak te Olimpu. Musi to więc być dokładnie to samo.
Tak czy inaczej Olimp podjął decyzję o brandowaniu tego produktu swoją marką. Reklamuje go na swojej stronie internetowej zapewniając o wysokiej jakości i wytrzymałości. Dzięki temu ja osobiście nigdy więcej nie zamierzam ślepo zaufać tej marce bazując jedynie na ich rozkrzyczanym logo przy co drugim sklepie z odżywkami.
Niestety nie zachowałem paragonu potwierdzającego zakup tych haków, ale mimo to prześlę je do producenta z informacją, gdzie mogą sobie je wetknąć.







