Małe duże rzeczy
Początkujący potrzebują około 4-6 miesięcy solidnego treningu, żeby zauważyć wyraźne postępy w przyroście masy mięśniowej. Oczywiście nie jestem w stanie tego stwierdzenia solidnie podeprzeć, ani też udowodnić. Taka opinia pojawiała się tu i ówdzie podczas mojego wieloletniego czytania różnych, dziwnych, forów. Jestem jednak w stanie spokojnie się z tym zgodzić i na bazując na własnych doświadczenia podpisać się pod tym nogami i rękoma. Jeżeli zaczniesz solidnie ćwiczyć (i przy okazji dbać o inne rzeczy z tym związane) to na pewno po 6 miesiącach będziesz widział wyraźny postęp.
Analizując realizację swoich planów w styczniu dotarła do mnie jednak bardzo ważna rzecz. Na siłownie udało mi się wybrać 12 razy. Przy planie rozłożonym na 4 różne dni treningowe wychodzi na to, że daną grupę mięśniową ćwiczymy w miesiącu... trzy razy. Słownie trzy razy. Uśredniając 3-4 wizyty w tygodniu wyjdzie nam, że tracąc jeden dzień tracimy 30% treningów danej grupy mięśniowej. Jeżeli spojrzymy na to długofalowo, spoglądając chociażby na wspomniane 6 miesięcy, to z naszego planu wypada 5% treningów.
Patrząc na te liczby można zrozumieć, jak wielkie znaczenie może mieć zwykły pojedynczy trening dla oczekiwanych efektów. Wydawałoby się, że budowane masy mięśniowej, czy odchudzanie, to procesy długofalowe. W takiej sytuacji jedno mniejsze czy większe odstępstwo tu czy tam to nic wielkiego. Z jednej strony, takie myślenie bardzo pomaga w sytuacji, kiedy z przyczyn od nas niezależnych musimy odstąpić od ustalonego planu. Trzeba jednak bardzo uważać, żeby nie zacząć usprawiedliwiać się przed samym sobą w ten sposób. Liczba odstępstw od diety, unikanych treningów potrafi rosnąć geometrycznie. Zanim zrozumiemy, że to nie są już pojedyncze przypadki okaże się, że w naszym treningu nie zostało już zupełnie nic.
Pisałem już wcześniej o tym, co wziąć pod uwagę planując swój trening na siłowni i jakie ryzyko niesie za sobą sztywne przypisywanie dni tygodnia do grup mięśniowych (poniedziałek - klatka, wtorek - plecy, etc). W tej sytuacji, ryzykujemy nie tylko to, że bardzo łatwo może wypaść nam jeden dzień treningowy. Zależnie od charakterystyki naszego tygodnia jakiś konkretny dzień będzie miał tendencje do notorycznego wypadania z planu. Jeżeli na przykład w piątek regularnie spotykasz się ze znajomymi, wspólnikami to może się okazać, że regularnie co 2-3 trening sobie odpuścisz. Jeżeli nie pójdziesz na siłownię w nadmiarowy dzień, to sztywne przywiązanie do dni tygodnia sprawi, że odpuścisz sobie trening całkowicie. Niech to się zdarzy nawet tylko kilka razy na przestrzeni wspomnianego półrocza. Bum - przez pół roku zrobiłeś o 1/3 mniej treningów danej grupy niż planowałeś.
Uzmysłowienie sobie dobrze jak wielkie znaczenie może mieć pojedynczy trening daje dużo lepszą motywację do pracy. Nie tylko treningi ominięte są stracone. Pamiętaj, że źle wykonany, "odbębniony" trening też na nic się zdaje. Tutaj sprawa często ma się dużo gorzej. Raz drugi czy trzeci nasze samopoczucie nie było najlepsze, zrobiliśmy trening po łebkach, odpuściliśmy serię tu, inną serię tam. Ogólne wrażenie pozostanie pozytywne, w końcu regularnie przez wiele tygodni uczęszczaliśmy na siłownię. Rozczarowanie brakiem efektów będzie tym większe, że trudno je będzie uzasadnić. W takich momentach jedni się poddadzą, spadnie im motywacja. Inni zmotywują się jeszcze bardziej, ale stwierdzą że samym treningiem już nic nie osiągną i zacznie się zabawa w nielegalną farmakologię. Problem często leży w samym treningu. Pamiętaj, nawet jeżeli ogólnie robisz wszystko według rzetelnych ustaleń, to te pozornie kilka drobnych odstępstw może Cię kosztować naprawdę wiele.
Wielkie odległości przemierzamy robiąc małe kroczki. Myślenie tylko i wyłącznie w skali makro sprawi, że nie będziemy odpowiednio realizować swoich długofalowych celów. Nie można popadać w skrajności. Liczy się za równo długofalowy plan i cele, jak i pojedyncze elementy.